REKRUTACJA

Jak doprowadzić do sytuacji, w której ludzie faktycznie zechcą przyprowadzać kolejne osoby do danej firmy/zespołu

 

2 dni

2 trenerów

12 uczestników

Historia

Uczestnicy stają się członkami licznych wypraw Nelsona, oceniając decyzje Admirała przez pryzmat wzrostu/spadku własnej motywacji do bycia w zespole i podejmowaniu realnych działań na jego rzecz. Na bazie historIi z życia jednego z najsłynniejszych żeglarzy wszechczasów – admirała Horatio Nelsona.

Odbiorcy

Kadra zarządzająca

 

Obszary Pracy

Warsztat dotyka kluczowych z punktu widzenia „rekrutacji opartej na poleceniach” obszarów:

  • Firma to ludzie, czyli jak stworzyć zespół, do którego jego członkowie będą przyprowadzać kolejne osoby. Niezależnie od postrzegania firmy jako całości
  • Oczekiwania względem zespołu:  oferta lidera dla zespołu jako całości i poszczególnych jego członków
  • Wpływ lidera na atmosferę i motywację zespołu, czyli wszystko co robisz – albo czego nie robisz jako lider – ma wpływ na motywację Twojego zespołu.
  • Co ludziom daje dziś przynależność do konkretnego zespołu – a co może im dawać?
  • Rozwój w zespole w oparciu o indywidualne cele, motywacje i aspiracje: indywidualne kontrakty

  • Atmosfera i zaangażowanie w zespole – na czym ją oprzeć i jak budować
  • Zespołowy model poleceń rekrutacyjnych: jak go zbudować i na jakich motywatorach oprzeć
  • Regularna ocena wzajemna jako mechanizm utrzymywania motywacji w zespole
  • Sytuacje trudne jako sprawdzian jakości pracy w zespole
  • Promocja zespołu i oferty pracy/współpracy

 

Pomyśl o warsztacie jeżeli

  • Brakuje Ci kandydatów pomimo ciągłej rekrutacji 
  • Zamieszczanie ogłoszeń rekrutacyjnych przynosi coraz mniejsze efekty
  • Koszty rekrutacji rosną – a efekty coraz mniejsze
  • Mierzysz się z wysoką rotacją pracowników

Opowieść

Wiek XVIII, Anglia. Zawód marynarza cieszy się tak fatalną opinią, że nikomu, kto ma choć odrobinę wyobraźni i oleju w głowie nie postaje nawet myśl w głowie, by „zostać marynarzem”.

Morza są w dużej mierze jeszcze niezbadane, ogromna część statków z rejsów w ogóle nie powraca. „Bo szkorbut, bo szczury, bo smród!” jak dziś głosi jedna z bardziej popularnych szantowych piosenek. Rzeczywiście, ze względu na fatalne warunki sanitarne i ustawiczny brak świeżej żywności, w tym przede wszystkim warzyw, szkorbut sieje nie mniejsze spustoszenie niż sztormy i piraci.

Wobec ciągłych problemów z rekrutacją marynarzy, Admiralicja Brytyjska chwyta się rozmaitych metod, by zapewnić wystarczającą obsadę swych jednostek. A te są niezbędne by zapewnić Anglii panowanie na morzach i oceanach. Jako sposób na pozyskiwanie odpowiedniej liczby kandydatów, powstaje m.in. specjalna profesja „werbowników”. Ludzie ci, jak sama nazwa wskazuje, „werbują ochotników”. Posługą się przy tym wszelkimi metodami, byle tylko uzyskać zgodę „kandydata”: obiecują ogromne zyski, kuszą możliwościami zakosztowania przygód, do których dostęp ma jedynie garstka wybrańców, przedstawiają służbę jako możliwość zdobycia fachu i zapewnienia sobie stabilności,…

Jednym słowem są w stanie obiecać wszystko, byle tylko delikwent podpisał odpowiedni dokument.

By sprawę jeszcze bardziej uprościć – czy też używając mowy współczesnej „zoptymalizować” – najczęściej werbunki owe odbywają się w szynkach i tawernach, gdzie światła niewiele a ochota do czytania „zapisów małym drukiem umieszczonych” odwrotnie proporcjonalna do chęci wypicia kolejek stawianych ochoczo przez „rekruterów”.

Jako że rynek jest równowagą dynamiczną i każda akcja powoduje reakcję – wieść o praktykach „rekrutacyjnych” szybko się rozchodzi. Tym samym czujność wśród bywalców szynków wzrasta.
To z kolei powoduje konieczność dalszej modyfikacji stosowanych metod. Już nie tylko dobrowolne podpisanie „kwitu” powoduje, że delikwent może obudzić się nie dość że z potwornym kacem, ale i świadomością, że zadeklarował chęć służenia na jednym z licznych okrętów JKM na najbliższe kilka lat. Również błąkanie się po ciemnych zaułkach i nie dość szybkie nogi mogą zapewnić „szansę przygód i zdobycia nowego zawodu”. Werbownicy organizują po prostu łapanki na tych, którzy zapuszczą się ciemniejsze uliczki miasta i wyglądają na ludzi, których rodziny nie będą miały dość złota i znajomości, by się o ich los upomnieć.

W takim oto klimacie i „postrzeganiu społecznym zawodu marynarza” działa człowiek, który z obsadzeniem załóg żadnego do swych okrętów nigdy problemów nie ma. Kim jest? Jak się nazywa? Co sprawia, że ludzie nie tylko chcą pod jego rozkazami pływać, ale kiedy tylko dowiadują się o kolejnym rejsie, sami przybywają i przyprowadzają innych? Służyć będą przecież na dokładnie takich samych (a często nawet gorszych!) okrętach, rzeczywistość wokół też będzie dokładnie taka sama, ryzyka te same a postrzeganie zawodu identyczne. Więc?